19 sierpnia, 2019

Your way back down!

Czy kiedykolwiek miałaś/miałeś taki moment w swoim życiu, w którym pomyślałaś/pomyślałeś - stoję w miejscu? Właśnie w trakcie pisania tego zdania, uświadomiłam sobie, że to pytanie jest co najmniej nie na miejscu. Na pewno tak było! Chyba każdy z nas miewa takie przejściowe etapy w życiu. Wyobraź sobie sytuację, w której jest względnie dobrze. Teoretycznie jesteś w miejscu, w którym pasowałoby żebyś właśnie była/był. Teoretycznie, bo przykładowo - adekwatnie do wieku, do okoliczności, do zgromadzonych doświadczeń, czy też wymagań rodziców.
Gdybym chciała to zobrazować.. to brzmiałoby to mniej więcej tak. Właśnie teraz znajduję się na podwójnej ciągłej. Jest bezpiecznie i komfortowo. Kiedy nawet chciałabym wyminąć to wszystko co przede mną - wszystkie przeszkody i ludzi, którzy do celu zmierzają swoim tempem - to za sprawą dziwnych przepisów jakaś moc sprawcza nie do końca chce żebym to zrobiła. Odpuszczam. Z drugiej strony, po co wymijać, kiedy droga jest prosta, samochód sprawny i z prędkością światła mijasz rowerzystów i pieszych. Właśnie w takim momencie się znajduję. Doskonale widzę cel drogi, doskonale znam środek, którym się poruszam, wybieram jazdę zgodą z przepisami i swoim (lub osób, które swoje ścieżki przemierzają przede mną) tempem. Jednym zdaniem - z przepisową prędkością jadę dalej.
Ostatnio przeczytałam, że w momencie, kiedy przestajemy podejmować ryzyko i ważne decyzje - przestajemy żyć. Chyba jestem jedną z tych osób, dla których nigdy nie będzie wystarczająco dobrze, względnie fajnie, a ambicja non stop daje o sobie znać. Jakie hamulce sprawiają, że zamiast zredukować bieg i wyprzedzić przy pierwszej możliwej okazji, wybieram bezpieczną strefę komfortu, gdzie nie muszę patrzeć w lusterka i analizować ruchy inny osób. Przecież trasę przemierzam dokładnie w taki sposób, jaki inni kierowcy, którym podobnie jak mi - jest WZGLĘDNIE dobrze.
Doskonale wiem, że to nie cel jest tym, co mnie buduje, ale decyzje, szybkość działania i podejmowanie odpowiednich wyborów. Nigdy nie byłam typem ryzykanta, raczej zachowawczo i z dozą niepewności kreśliłam swoje dobrze zaplanowane i zorganizowane ruchy. Dzisiaj mam świadomość tego, że ten pierwszy krok okazuje się być najtrudniejszy, ale w największym stopniu wpływa na rozwój sytuacji. Każde ograniczenie to w moim wypadku wynik emocji, nadreaktywnej analizy i chyba w tym tkwi największy mój błąd. Ten post to wypadkowa właśnie tych słów, które napisałam powyżej. 

 
Czasami, dokonanie złego wyboru jest lepsze niż nie dokonanie żadnego. Masz odwagę iść do przodu, a to rzadkość. Osoba stojąca na rozdrożu dróg, nieumiejąca wybrać, nigdy nie pójdzie do przodu. 
/ Terry Goodkind




28 lipca, 2019

Co przyniósł lipiec?

Bardzo rzadko zdarza się, że robię podsumowanie miesiąca na blogu. Aktualnie - mogę poczuć się jak prawdziwa Influencerka, której 3 tygodnie temu włamano się na konto na Instagramie, a dziś walczy o jego odzyskanie, a tym samym - walczy o relacje, które budowała kilka lat. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie posiada ogromnej publiczności, a do prestiżu z zarabiania na postach sponsorowanych brakuje jej przynajmniej kilku zer przy wskaźniku obserwatorów.
Co więcej, niedawno jej nazwisko pojawiło się w półroczniku "Kognitywistyka i Media w Edukacji", a wystawa jej zdjęć jest do obejrzenia w MBP w Jaśle. Czy to są wystarczające powody, żeby poświęcić im wpis na blogu? Owszem. Takie miesiące nie zdarzają się zbyt często, a finalizacja różnych spraw zbiegła się w czasie. Zamiast ulubieńców, hauli zakupowych i open boxów proponuję Wam za to podzielenie się wydarzeniami, emocjami i spostrzeżeniami, które urosły w tym miesiącu. 

Zależałoby mi, aby rozpocząć od Ludzi,  inspirujących i ważnych spotkań. To one w największym stopniu wpływają na poszerzanie perspektyw i zmiany patrzenia. To one dodają mi skrzydeł, to one stanowią siłę napędową do pracy nad sobą. To relacje sprawiają, że na mojej twarzy maluje się uśmiech lub wręcz przeciwnie - jedynie co oferują, to negatywne emocje, kumulowanie niepotrzebnego chaosu i zamęt. Wnoszą wiele wątpliwości i potrafią dotknąć czułe punkty związane z samooceną. Ten miesiąc pokazał mi to wyjątkowo mocno, by móc teraz skonfrontować i zestawić ze sobą dwa, zupełnie skrajne nastroje. Aby nie zaburzać pozytywnego wydźwięku tego posta - schowam w pamięci tylko te emocje, które wywołały uśmiech. Czy jakieś zdjęcie z tego miesiąca może lepiej odzwierciedlać to, o czym napisałam? Jestem przekonana, że nie.






Jeśli Ludzie i emocje to z pewnością to, o czym wspomniałam na wstępie. Brak profilu na Instagramie (o zgrozo, nie sądziłam, że kiedykolwiek uznam, że jest to wydarzenie, które będzie wymagało opisywania na blogu) zaowocowało byciem bogatszą o kilka ważnych wniosków.
Przede wszystkim uzmysłowiłam sobie, jak wiele czasu poświęcałam na to w ciągu dnia. Po drugie - jak dużym stał się nawykiem i uzależnieniem. Po trzecie - jak bardzo szkoda mi relacji, które odbywały się tylko i wyłącznie za pośrednictwem tego medium. Po czwarte - najzwyczajniej w świecie czuję, że jestem bliska (wciąż walczę o odzyskanie konta) stracenia przestrzeni, ważnych dla mnie słów i jeszcze ważniejszych wspomnień i zdjęć. 
Te kilka dni bez kluczowej przestrzeni internetowej, w której nie tylko jestem/byłam codziennie i systematycznie, ale przede wszystkim, w której dzieliłam się na bieżąco różnymi sytuacjami- mniej lub bardziej istotnymi, uzmysłowiły mi jak wiele emocji zostawiam na portalach społecznościowych. 


Powodem, dla którego powstaje ten post jest wystawa "Kamień, Metal, Drewno, Flesz". Bez dwóch zdań to wydarzenie dla mnie ważne, istotne, motywujące i budujące. Blog jest oczywiście takim miejscem, które stanowi zlepek fotograficznych i około-fotograficznych momentów, a MBP w Jaśle dała mi możliwość ponownego zauroczenia się w sztuce. To pewnego rodzaju docenienie, pozwolenie mi na stawanie ramie w ramie z wyjątkowymi osobami, bez żadnych kompleksów. Przynajmniej w teorii bez żadnych. 
O wystawie napisano w ten sposób: "Na wystawie przedstawiamy sylwetki artystów mieszkających w Jaśle bądź z niego się wywodzących. Są to osoby, których tworzywem i środkiem wyrazu jest twardy kamień, delikatne szkło, lśniący metal i… aparat fotograficzny. (...) Niezwykłe portrety Natalii Dubiel obudzą tęsknotę za przeszłością i sztuką starych mistrzów. A jeśli jest możliwe sfotografowanie obezwładniającej ciszy, to z pewnością udało się to Bartoszowi Dubielowi". Dziękuję z całego serca.


Nie mniej istotnym wydarzeniem było sfinalizowanie i otrzymanie w formie fizycznej książki "Koginitywistyka i Media w Edukacji" 2019, nr 1. "Zawód - social media manager - zakres kompetencji i przestrzeń działań" to tytuł kolejnej mojej publikacji, która w tym miesiącu ujrzała światło dzienne. Jeśli w jakimkolwiek stopniu interesuje Cię ten temat - zachęcam do zapoznania się z tym, nad czym zaczęłam pracować około pół roku temu, a które już dziś dostępne jest również w formie PDFu. Jeśli temat zupełnie nie leży w kręgu Twoich zainteresowań -  zachęcam tym bardziej! Opinie osób, które nie są związane z tematem, są dla mnie jeszcze bardziej istotne. Ewentualne sugestie, spostrzeżenia i uwagi pozwolą na dostrzeżenie innego punktu widzenia, więc śmiało! 

Jestem ogromnie ciekawa, czy taki format postów na blogu Wam się spodoba. Z pewnością bardziej konkretnie niż zwykle, mniej emocjonalnie i refleksyjnie, niż miało to miejsce w ostatnim czasie. Muszę jednak przyznać, że tak intensywne miesiące nie są u mnie na porządku dziennym. Wręcz przeciwnie - wiele działań, które podejmuje są zmianami i celami raczej długoterminowymi i wymagającymi nie tylko czasu, ale również zaangażowania i ogromnej dawki motywacji. I tak, mam świadomość tego, że bardziej efektywne byłoby określanie celów krótkoterminowych, osiągalnych, mierząc przy tym siły na zamiary. Określanie założeń, które które krok po kroku stawałyby się nawykami. Mam nad czy pracować!






07 lipca, 2019

Kontenerowanie emocji

W ostatnim czasie na Instagramie wrzuciłam dwa posty, które dokładnie odzwierciedlają to, co aktualnie w moim życiu ma miejsce. Jeden opis pod zdjęciem dotyczył zmian, które nie tylko pozwalają na wychodzenie ze swojej strefy komfortu, ale również są idealnym momentem na rozpoczynanie przygód, jak to śpiewała Agata Grześkiewicz - z białą kartką. Drugi post dotyczył kontenerowania trudnych emocji, które powinny mieć swoje ujście. Muszę przyznać, że pierwszy temat nie jest mi obcy - bo do zmian niestety (albo i stety) muszę się przyzwyczajać. Przestrzeń w której znajduję się obecnie, ma właśnie to do siebie - że zmiany, pomimo tego, że nigdy za nimi nie przepadałam, teraz muszą stać się moim przyjacielem. Muszą, bo zmiana to postęp, to poznawanie nowego, to lekcje, czasem bardzo bolesne, ale wiążące się z nauką na przyszłość. A na tym zależy mi bardzo. Wytłumaczenie sobie drugiej kwestii, dotyczącej emocji nie jest już dla mnie takie łatwe. Często odnoszę wrażenie, że to one mają decydujący wpływ na moje decyzje, a doskonale wiem, że nie powinny. Tego wciąż się uczę, ale jednym ze sposobów na radzenie sobie z nimi jest właśnie pisanie. Pisanie i zdjęcia. To chwile, które pozwalają mi na analizę i walkę między sercem a rozumem. To czas, który w największym stopniu wpływa na to, w jaki sposób postrzegam siebie. Biję się z myślą, czy zgodzić się z przekonaniem, że rządzące mną emocje są równoznaczne z niewystarczająco rozwiniętą inteligencja emocjonalną. Czytam definicję, w której ktoś mądry uważa, że jest to zdolność do rozumienia siebie. Mogę odetchnąć z ulgą? W dalszej kolejności czytam, że jest to umiejętność ich kontroli. I tu zaczynają się schody, które właśnie staram się okiełznać. A tłumaczenie sobie zaistniałych sytuacji, faktem, że przecież to objaw zaangażowania, tego, że mi zależy - wydaje się być niedojrzałe. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że w pewnych sytuacjach trzeba odpuścić. Przemyśleć, pogodzić się i iść dalej. 
Zostawiam Was z autoportretami i liczę na to, że już niedługo pojawię się tu znowu. 






Dalszy ciąg, następna część,
to wszystko co przed nami jest,
twarzą w twarz zawsze wprost bez przerw.
I każdy serca bunt zmieniony w kadr
z filmu dla niedoszłych par sprzed lat z wielu miejsc. 
/ Kortez